• Wpisów: 8
  • Średnio co: 133 dni
  • Ostatni wpis: 3 lata temu, 14:40
  • Licznik odwiedzin: 1 053 / 1199 dni
 
wolfloveblood
 
Mary Jane Watson o godzinie dziesiątej rano stała przed domem Parkerów, ubrana w czarną spódniczkę i błękitną, jedwabną bluzeczkę, którą kupiła parę dni temu. Przez chwilę się wahała, czy aby na pewno tego chce, ale po chwili zadzwoniła do drzwi. Usłyszała krzątaninę i kroki, a po chwili w drzwiach stanęła ciocia May. Nastolatka przywitała się z nią i przez chwilę rozmawiały, a kilka minut później zniknęła na piętrze, aby zawołać chłopaka. Zjawił się on bardzo szybko, w jeansach oraz wyprasowanej, nowej koszuli.Chwilę  potem szli już chodnikiem w ciepły, letni dzień, zmierzając w kierunku parku.
- Peter, zaczekasz tu na mnie? Zapomniałam wziąć kanapek z domu, chyba muszę skoczyć do sklepu. - dziewczyna przystanęła, szperając w dużej, piknikowej torbie. Parker kiwnął głową.
- Jasne, M.Jane. Może pójdę z tobą? - zaproponował i przejął ciężką torbę od rudowłosej.
- Nie musisz. Lepiej popilnuj torby. - roześmiała się i truchtem przebiegła przez pasy. W sklepie była spora kolejka, co widział przez zakurzoną, starą szybę. Rozglądał się od czasu do czasu, nie zauważając nic ciekawego. Nie było w tej dzielnicy nic, na czym można by oko zawiesić. Około piętnastu minut później usłyszał otwieranie drzwi i ujrzał Mary.  Śpieszyła się. Przebiegła przez pasy, jednak nie miała wiele szczęścia. Srebne volvo trąbiąc donośnie hamowało, ale było za późno. Peter zaklął i rzucił się jej na pomoc. Dwudziestopięcioletni mężczyzna wysiadł z samochodu i wyciągnął telefon komórkowy. Kobieta była zakrwawiona i straciła przytomność. Bluzeczka była w błocie i krwi, a całe ciało miało pełno rozcięć, zadrapań i złamań. Ale jeszcze żyła.
                                                        ***
 Młody brunet z bukietem róż w dłoni wszedł do sali pooperacyjnej, w której obecnie przetrzymywano jego przyjaciółkę. Minęło parę tygodni od feralnego wypadku, z którego wyszła na szczęście cało. Położył kwiaty na jej stoliku i pocałował w policzek. Przysiadł na skraju jej łóżka. Popatrzyli na siebie, ale to ona pierwsza odwróciła wzrok.
- Chyba tylko nam dwojga coś takiego mogło zdarzyć się na randce, nie uważasz? - spytał, unosząc kąciki ust. Rudowłosa spojrzała na niego z ukosa.
- To.. to była randka? Myślałam, że po prostu dwoje przyjaciół się spotkało pierwszego dnia wakacji. Ale jeśli tak to postrzegasz, Peter.. - westchnęła nieco się rumieniąc. Nieśmiało zerknęła na niego.
- Tak, masz rację. Użyłem niewłaściwego słowa, to tyle. - jego twarz spoważniała. Liczył na coś więcej, ale skoro ona nie.. nie traktowała go poważnie, to po co się łudzić. Nie kocha go, a on ją kocha. Po prostu przestanie. Znajdzie sobie kogoś innego, zerwie z nią kontakt i zapomni. To przecież takie proste, nieprawdaż? Mary Jane rozpłakała się, jakby czytała mu w myślach. Przytulił ją i otarł palcem jej łzy. Ta sytuacja bardzo ich do siebie zbliżała. Odważył się na delikatny pocałunek wymierzony w malinowe usta kobiety. Nie odepchnęła go, nie zaprotestowała, nie odwzajemniła uczucia. Po prostu poczekała, aż skończy. Kochała go jak przyjaciela, i nie chciała tego zepsuć. Bała się, że nie jest dla niego odpowiednia. Że go zrani. A nic nie bolało ją bardziej, niż cierpienie przyjaciela.

Nie możesz dodać komentarza.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego