• Wpisów: 8
  • Średnio co: 133 dni
  • Ostatni wpis: 3 lata temu, 14:40
  • Licznik odwiedzin: 1 053 / 1199 dni
 
wolfloveblood
 
Delikatny, wieczorny wiatr owiewał twarz Peter'a. Zapowiadała się piękna, gwieździsta noc. Było ciepło, a pomarańczoworóżowa powłoka coraz bardziej ciemniała. Słońce było już niemal skryte za horyzontem. On, od niedawna osoba, na której polegał cały Nowy York, siedział na dachu swojego niewielkiego domu i wpatrywał się z uwielbieniem w bezkresne niebo. Miał na sobie jeansy, koszulę i marynarkę. Dzień zakończenia szkoły. Tak wyczekiwany, w końcu nadszedł. Minął zaledwie rok, odkąd na szkolnej wycieczce ugryzł go radioaktywny pająk. On sam zdechł, a Peter zyskał pajęcze moce. Czasami go to przerażało, ale częściej rozmyślał o tym, jakby wyglądało to miasto bez niego. Bez bohatera, który jest na każde zawołanie obywatelów Nowego Jorku. Dzisiaj jednak dotarło do niego, że gdyby nie ta wycieczka, jego ukochany wujek żyłby dalej. Jego błękitne oczy przemgliły łzy. Otarł je koniuszkiem palca i odwrócił wzrok.
- Peter, co tam robisz? - ciszę naruszaną tylko przez wieczorny, kojący śpiew ptaków przerwała Mary-Jane Watson, sąsiadka tego nietypowego nastolatka. Oczywiście nic nie wiedziała o umiejętnościach chłopca, ale za to zdawała sobie sprawę z tego, że się w niej podkochuje. Parker pośpiesznie zeskoczył z dachu i podszedł pośpiesznie do Mary. Popatrzył jej w te duże, zielone oczy, w których tliła się ciekawość.
- Patrzyłem na niebo. Jest piękne o tej porze, prawda? - odparł nieco smutnym tonem. Dziewczyna zrozumiała, że tęskni za wujkiem i objęła go lekko. Scena ta trwała parę sekund. Ruda cofnęła się w natłoku emocji. Ciocia May zastukała paznokciem w okno, dając znać podopiecznemu, że czas już wracać do domu.
- Miłej nocy, M.Jane. - wymamrotał nieco zawstydzony nastolatek pośpiesznie udając się do domu. Nie chciał, aby ciocia wysunęła jakieś pochopne wnioski, dlatego pocałował ją tylko w policzek i zniknął w drzwiach swojego pokoju. Oszołomiona Jane stała tam jeszcze chwilę, ale później ruszyła w kierunku własnego domu.Przystanęła tylko na moment, kiedy spostrzegła, że ktoś ją obserwuje z okna Parkerów. Zasłona natychmiast poruszyła się, a światło zgasło. Zaśmiała się cicho pod nosem.
- Będzie miła, Peter. To mogę Ci obiecać. - szepnęła i zniknęła w ciemnościach ulicy.


Zdjęcie mam stąd: screenrant.com

Nie możesz dodać komentarza.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego